Maria Kawik

Moje Wspomnienia 1939-1945

Maria Kawik

Matka Partyzantów, Beskidzka Antygona

Ta znakomita poetka Śląska Cieszyńskiego, nieco za-pomniana, nosiła pseudonim Matki Partyzantów a przez Henryka Jasiczka została nazwana Beskidzką Antygoną. Jej bohaterskie życie stało się legendą. Pozostawiła po sobie wstrząsający pamiętnik.

Urodziła się 19 listopada 1900 roku w Brennej koło Skoczowa w wielodzietnej rodzinie Jana i Zuzanny Heller. Ukończyła na Bukowej dwuklasową szkołę ludową. W domu panowała bieda. Dlatego, mimo wielkich uzdolnień, nie mogła kontynuować dalszej nauki. Swoją wiedzę poszerzała i pogłębiała przez namiętne czytelnictwo, głównie pozycji o treści patriotycznej. W 1919 roku wstąpiła do miejscowego Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Działała również w Kole Polek, krzewiąc oświatę w Brennej i okolicznych miejscowościach. W Stowarzyszeniu Młodzieży poznała swojego przyszłego męża Jerzego Kawika z Gronika.

Dzięki wysiłkowi Stowarzyszenia Młodzieży w Brennej dnia 19 sierpnia 1923 roku otwarto okazały, czynny do dziś dzień - Dom Katolicko — Ludowy.

Kawikowa w czasie wojny obronnej we wrześniu 1939 roku, udzielała pomocy żołnierzom polskim z rozbitych oddziałów. Od początku 1940 roku należała do tajnej organizacji konspiracyjnej braci Stanisława i Karola Fellerów. Udawała się tam co tydzień, by zaczerpnąć informacji o rodzącym się ruchu oporu. Znalazła się pod obserwacją Gestapo, gdyż jako Polka, była osobą, na której wzorowano się.

Za udział w ruchu oporu została aresztowana przez Gestapo 16 czerwca 1944 roku. Po brawurowej ucieczce z posterunku policji w Brennej dołączyła do oddziału partyzanckiego. Przebywając w bunkrach pisała okolicznościowe wiersze, które łagodziły ból w tych ciężkich dniach okupacyjnego mroku, uświetniały partyzanckie uroczystości a także umacniały wiarę w zwycięstwo i miłość do Ojczyzny. 

 

Oto kilka wierszy Marii 

 

Śmierć partyzanta 

 

W ciemnem lesie tam partyzant kona 

Krew się z niego leje potokiem

Głowa jego na kamień złożona

Patrzy w niebo zamglonym okiem.

 

 Ręce jego kulą zdziurawione

 I lewy bok kulą przeszyty

 Nogi jego całe połamane

 Leży młody chłopiec zabity. 

 

Już nie ujrzy swej starej matki 

Która go tak ciężko chowała 

Już nie wróci do rodzinnej chatki 

Co go zdrowym, ślicznym żegnała.

 

 Już nie wróci do swojej dziewczyny

 Co ją kochał nad wszystko w świecie

 Nie usłyszy już jej słów „Jedyny,

 Tyś mi milszy niż moje życie”. 

 

Tylko wietrzyk smutnie nad nim szumi

Drobny deszczyk nad nim zapłacze 

Siwa jodła gałązkami tuli 

Partyzanckie ciało tułacze.

 

 Leśny ptaszek nad nim rzewnie śpiewa 

 Leśne trawy wieńcem okryją

 Czeka Cię dziewczyna nieszczęśliwa

 Czeka matka coś jej nadzieją. 

 

 

Czy wrócę? 

 

Czy wrócę kiedyś do mej lubej chaty 

Do mej rodziny, do izby tej 

Tam gdzie mi moje upłynęły laty 

Do moich zajęć do pracy mej. 

 

Czy wrócę kiedyś do matki staruszki 

Która swe modły i swe łzy śle 

Czy Bóg wysłucha jej serdeczne prośby

Za te jej dzieci, którym tak źle. 

 

Czy wrócę kiedyś do braci kochanych 

Którzy ach jakże kochali mnie 

Do mych sióstr drogich jakże zatroskanych 

Które tak płaczą i żałują mnie.

 

Czy wrócę kiedyś do najmilszych dziatek

Które tak nagle straciły mnie

Do mej Elżbietki do jej młodych latek

Co nie zna ojca teraz traci mnie. 

 

Czy wrócę kiedyś do tego kościoła 

Gdzie co niedziela swe modły ślę 

Gdzie dzwon wieczorny na modlitwę woła 

Gdzie ma ostoja, gdy mi jest źle.

 

Czy wrócę jeszcze do mej miłej wioski

Gdzie wszyscy ludzie co znają mnie

Co także mają swoje krzyże, troski

Czy oni jeszcze powitają mnie.

 

 

Wieczór

 

Już wieczorne zaszły zorze

Słonko skryło jasność swą

Dziękujemy Tobie Boże

Za wieczną opiekę Twą.

 

Żeś nas bronił cały dzionek

Od złych ludzi i złych plag

Że nam tu śpiewa skowronek

Twoją dobroć wielbi ptak.

 

Że nas karmisz i odziewasz

I dolęś nam znośną dał

Nas tułaczy biednych bronisz

Bo któżby tak o nas dbał.

 

Już też i noc następuje

Bo jest taka wola Twa

Co całym światem kieruje

Człowieka broni od zła. 

 

Jeszcze raz ci Boże dzięki

Za Twą łaskę dobroć Twą

Nie puść nas z Twojej opieki

Aż okażesz nam twarz Swą.